Anders Fannemel dla Skipola: Wreszcie się doczekałem
Uśmiechnięci zawodnicy w komplecie spotkali się w Klingenthal. Czwarty skoczek pierwszego konkursu Anders Fannemel przyznaje, że od dawna czekał na rozpoczęcie sezonu. W rozmowie z Michałem Chmielewskim opowiada o swoich celach, szlifowaniu formy i sensie przenosin inauguracji do Niemiec.
Michał Chmielewski: Wreszcie się zaczęło.
Anders Fannemel: Tak, doczekałem się. I idzie mi świetnie!
Zmiana w przygotowaniach? Jak trenowaliście w ostatnich tygodniach?
Niecały miesiąc temu byliśmy na obozie w Oberstdorfie. Tam przeszliśmy z torów porcelanowych na lód i to był naprawdę świetny czas. Później na chwilę przestaliśmy skakać i w miejsce treningów na skoczni pojawiły się zajęcia mające na celu wzmocnienie kondycji i mięśni. Dopiero w zeszłym tygodniu ponownie wjechaliśmy na skocznię.
Modyfikowałeś sprzęt przed zimą? Wyścig zbrojeń trwa?
Raczej bez zmian. Mam nowe, fajne narty.
Jeszcze kilka lat temu w listopadzie trwały poszukiwania śniegu, wyjeżdżało się daleko na północ i tam przyzwyczajało do nowych warunków. Teraz niewiele ekip tak robi. Nowe czasy?
Być może. Trochę tak. Na pewno ogromne znaczenie ma płynne przejście z rozbiegów porcelanowych na lodowe. To zupełnie inna jazda i trzeba czasu, by się do niej przyzwyczaić. Jeżeli chodzi natomiast o zeskok – spokojnie możemy lądować do końca przygotowań na igelicie. Dosyć szybko ciało akceptuje jazdę po śniegu. Robimy to przecież od dziecka. Może dlatego właśnie ekipy przestały tak poszukiwać zimowych warunków? Po prostu sztucznymi metodami da się prawie to samo osiągnąć w centrum Europy.
Od 1995 roku sezon zaczynał się w Skandynawii. Pewnie wolałbyś pojechać na pierwsze zawody bliżej domu?
Jest mi to w zasadzie obojętne. Lubię Klingenthal! Pewnie, że lepiej dla skoków, jeśli odbywają się one w zimowej aurze, ale opady, ogółem prognozy pogody to w sumie ruletka. Z jednej strony mamy śnieg w Kuusamo, z drugiej istnieje tam duże ryzyko wiatru. Jeszcze jest wcześnie, mamy listopad, niewiele obiektów jest gotowych do treningu. Ważne, by pierwsze skoki na śniegu oddawać w stabilnych warunkach. W Lillehammer przecież też jeszcze nie jest biało.
Jakie masz oczekiwania wobec siebie? Lata lecą, czas wygrywać!
Nie mogę nic obiecać. Chciałbym w każdym konkursie walczyć o czołową dziesiątkę, tak też zakończyć cały rok. Marzę o długich skokach i wielkich emocjach – o to chodzi w naszej dyscyplinie. By się bawić i fruwać.
W KLINGENTHAL ROZMAWIAŁ MICHAŁ CHMIELEWSKI | @CHMIIELEWSKI



