Kombinacja norweska22 lutego 2013
Magnus Moan: „To było piekło, ale choroba nie zaważyła”
Za nami pierwszy konkurs kombinatorów rozgrywany w ramach Mistrzostw Świata w Val di Fiemme. Po dzisiejszych zawodach mamy zdecydowanie więcej niezadowolonych zawodników, niż tych usatysfakcjonowanych ze swojego startu.Największym przegranym jest Magnus Moan, który skończył rywalizację na 17. miejscu, a po skokach był na świetnym ósmym miejscu. „Rozpocząłem bardzo szybko, ale na drugim okrążeniu zauważyłem, że nie jest ze mną najlepiej. Ostatnie kilometry biegu, to było piekło. Normalnie odrobiłbym 20 sekund do Frenzela i biegł razem z nim, ale dziś nie dałem rady. Mamy świetny sztab serwismenów, ale dziś po prostu smarowanie nie wyszło. Na lepszych nartach na pewno byłbym wyżej. Zdarza się. Nie czuję, aby to choroba zaważyła. Musimy teraz myśleć o rzeczach pozytywnych, a na pewno taki był mój skok. Jestem zmotywowany do dalszej walki" - komentuje rozgoryczony Magnus Moan. Niezadowolony jest też Haavard Klemetsen, który zajął piąte miejsce: „To było widać, że narty nam nie jechały".
Największym zwycięzcą jest oczywiście Jason Lamy Chappuis. „Nie mogę w to uwierzyć. Po skokach myślałem, że medal jest poza zasięgiem, ale moje narty dziś były świetne" - skomentował reprezentant trójkolorowych. Równie szczęśliwy był drugi dziś na mecie Mario Setcher. „To zabrzmi banalnie, ale medal, to było moje marzenie. Sześć tygodni temu siedziałem kontuzjowany w domu, a teraz tutaj zdobywam medal. I to jeszcze po tak dramatycznym sprincie. Na początku na mecie myślałem, że jestem czwarty" - skomentował Austriak.
Rozczarowali także reprezentanci gospodarzy, którzy katastrofalnie skakali i fenomenalnie pobiegli. „Na skoczni byłem usztywniony. W biegu podłączyłem się pod Amerykanów, ale to była za daleka pozycja, żeby o coś powalczyć. Mam nadzieje, że w niedzielę wszystko pójdzie lepiej. Miałem trudny sezon i teraz już cudów nie można zrobić, ale spróbuję spisać się jak najlepiej, bo nic innego mi nie pozostało" - relacjonuje Alessandro Pittin. Niezadowolony był także lider Pucharu Świata. „Jestem bardzo rozczarowany, ale nie można mnie winić. Samotnie musiałem pracować na całej trasie" - tłumaczy Eric Frenzel.
Trudno też mówić o jakiejś radości w obozie Amerykanów. „Ogólnie jestem zadowolony. Oczywiście, że chciałbym być na podium, ale dla mnie pierwsza dziesiątka będzie dobrym wynikiem" – relacjonuje Bryan Fletcher. „Jestem podekscytowany, że przeskoczyłem 90 metrów, bo to dla mnie dobry wynik. To było wszystko czego mogłem oczekiwać. Robię to co kocham i jestem szczęśliwy, że mogę tutaj startować wraz z drużyną" – komentuje Todd Lodwick.
Umiarkowanie zadowoli mogą być Słoweńcy. Poza Marjanem Jelenko mimo wszystko zawiedli. „Oddałem solidny skok. Przed sezonem były wyższe oczekiwania, ale przy mojej obecnej formie musze zejść na ziemię. Było lepiej, ale to wciąż nie to co chce skakać. Mam nadzieję na lepsze skoki na dużej skoczni, bo w biegu na pewno będzie łatwiej" - ocenił Gasper Berlot. „Skok był dobry, choć miałem dobre warunki i mogłem polecieć dalej. Jestem bardzo zaskoczony moją pozycja po biegu, ale narty jechały świetnie" - cieszył się Marjan Jelenko.
Konrad Rakowski


