Zrobiłem Northugowi piekło…

Wywiad udzielony portalowi sport.cz…..spokojnie mogłem na górze umrzeć.Chociaż Lukas Bauer przed startem w tegorocznym TdS z powodu kontuzji i choroby był ostrożny ze stawianiem sobie celi jego pewność rosła ze startu na start.Po sobotnim zwycięstwie na 20-tce klasykiem, przystąpił do finałowej wspinaczki z jednoznacznym celem-wygrać!Od początku finału wierzyłem w to-powiedział już dwukrotny zwycięzca TdS.Pojedynek z Northugiem zakończył się jednoznacznym sukcesem.jak do tego doszło?Miałem poczucie, że mój wynik z 20-tki klasykiem trochę Northugiem wstrząsnął.Od początku biegu wierzyłem, że będzie dobrze, super jechały mi narty,poza tym po raz pierwszy w życiu widziałem współpracującego Norwega na trasie.Decydujący atak zaczął się na początku podbiegu.Mał pan opracowaną taktykę?Wiedziałem, że jeżeli chcę wygrać to nie mogę czekać do ostatnich metrów.Postawiłem wszystko na jedną kartę, chciałem urządzić mu piekło…Narzuciłem maksymalne tempo, żeby go postraszyć.Chciałem mu pokazać, że prędzej umrę niż się poddam.Znowu mi pomogły super zrobione narty,szacunek dla serwis menów.Z boku wyglądało, że zwycięstwo przyszło łatwo.Tak łatwo to nie było.Myślałem, że razem pobiegniemy większą część podbiegu, a potem mu odskoczę.Byłem zaskoczony, że tak łatwo mu uciekłem.Zrobiłem przewagę, ale nie mogłem odpuścić, przecież kryzys mógł mnie dopaść w każdej chwili.Na szczęście wytrzymałem, a kilometr przed metą już wiedziałem ,że wygram.Na mecie wyglądał pan na niezmęczonego, gratulował pan rywalom.Tyle sił panu zostało?Wygrałem z liderem,a myślę, że miałem wsparcie większości zawodników startujących w TdS.Cieszyłem się ze zwycięstwa, a kiedy się wygrywa to nie czuje się zmęczenia.Dopiero przy przebieraniu ugięły się podemną nogi.Czeska flaga z którą Pan przejechał metę była wcześniej przygotowana?Nie ,takich rzeczy się nie przygotowuje.Była tutaj jednak grupa kibiców z Szumawy, którzy jeździli kibicować już Katrinie Neumanowej i oni mi ją podali.Można porównać tegoroczne zwycięstwo z tym z przed dwóch lat?Myślę, że nie.Wtedy wygrałem prolog i od początku prowadziłęm w Tourze.W tym roku po różnych zdrowotnych przypadłościach atakowałem z tyłu i mogłem prowadzących zaskoczyć.Wiedziałem, że z biegu na bieg będzie lepiej.Radość z obu wygranych Tourów jest taka sama.Szykujecie się na fetowanie zwycięstwa?Nie.Zaraz po kolacji wracaliśmy do Czech.Trochę mnie boli, że dekoracja nie jest już w centrum miasta, tylko na stoku, ale i tak zwycięstwo jest zwycięstwem.foto: Armando Trovati, ČTK/AP


