Jurij Borodawko-trener sbornej Rosji cz.I
Główny trener reprezentacji Rosji Jurij Wiktorowicz Borodawko jest popularną postacią.Jego krokami podążają fani biegów narciarskich i dziennikarze sportowi.Jednak jeżeli dużo wiemy o Borodawce-trenerze, to o Borodawce-człowieku wiemy bardzo mało i nawet tak popularne medium jak Internet skąpi nam informacji. O tym, dlaczego będąc zawodnikiem spóźniał się na treningi, z czyją pomocą planował 20 lat temu pokonanie Moskwy i kto jest dla niego największym autorytetem dowiecie się z tego wywiadu dla ski-ugra.ru. Panie trenerze, w jaki sposób znalazł się pan w biegach narciarskich? Urodziłem się Złatouście w kraju Czelabińskim 26 listopada 1960 roku w rodzinie robotniczej.Biegami zainteresowałem się będąc w 5 klasie.Pewnego razu czekałem przy drzwiach mieszkania na mamę wracającą z pracy, a w tej samej chwili sąsiad z góry szedł zapisać się do sekcji biegów.No co tak stoisz pod drzwiami ,chodź ze mną –powiedziałPoszliśmy razem do szkoły i tam na Sali gimnastycznej, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu zobaczyłem mnóstwo dzieci.Wszyscy po kolei podchodzili i zapisywali się do sekcji, na drugim treningu było nas mnóstwo.Samo odliczanie i sprawdzanie obecności przed zajęciami zajmowało prawie kwadrans.Naszą pierwszą trenerką była Nadieżda Andrejewskich (Gimranowa).Od razu skreśliła tych, którzy nie pojawili się na następnym treningu, ale i tak początkowo było nas 160.Wtedy w 70-tych latach biegi były popularne?-Oczywiście.Dla mnie najbardziej pamiętną była chwila, kiedy Wiaczesław Wiedenin wygrał bieg na 30km na Igrzyskach w 1972 roku w Sapporo.Pamiętam, że wtedy spóźniałem się na treningi oglądając transmisję do końca.Do dzisiaj mam przed oczyma jak biegnie w białym kombinezonie, ciemno szarych butach co najważniejsze na Jarvinenach.Jechałem w tramwaju i myślałem, że fajnie byłoby powtórzyć ten wyczyn.Kiedy pan się zdecydował na zostanie zawodowym biegaczem?Oczywiście nie od razu.Początkowo były małe lokalne zwycięstwa, do zwycięstw ogólnokrajowych było jeszcze daleko.Pierwszy raz pomyślałem o karierze narciarza kiedy u nas były strefowe zawody juniorów.Udało mi się wygrać jeden bieg, a w drugim byłe …drugi.Pokazały się pierwsze wzmianki w gazetach.Trenerzy zawsze nam mówili, że zwycięzcy tych strefowych zawodów mają duże szanse na dalszą karierę, ale czeka ich jeszcze długa droga do profesjonalizmu.Mnie oczywiście ta droga bardzo fascynowała i postanowiłem się poświęcić profesjonalnemu bieganiu.W wieku 14-15 lat dojrzałem do tej decyzji.I co, tak nagle przyszedł pan do domu i powiedział, że zostanie biegaczem narciarskim?U nas w domu nie było sportowej tradycji.Początkowo rodzice odradzali mi bieganie, mówili ,że to nie sport tylko hobby.Jednak postawiłem na swoim.Był taki moment, kiedy „przechodziliśmy z nart drewnianych na „plastiki”.Pamiętam, że kosztowały wtedy ok.250 rubli.Zwróciłem się do Mamy o pomoc, odpowiedziała, że może mi dać najwyżej 50.Pomógł mi wtedy trener, dołożył mi ze swoich pieniędzy i dostałem upragnione plastiki.W następnym roku miałem coraz lepsze wyniki i zostałem kandydatem do kadry młodzieżowej.Po szkole średniej zrobiłem sobie rok przerwy, ciężko trenowałem, żeby osiągnąć wyższy poziom.Opłaciło się, dostałem się do kadry młodzieżowej i zacząłem studia na Instytucie wychowania fizycznego w Czelabińsku. cdn.FOTO autora


