Pani Justyno, doprecyzujmy fakty [POLEMIKA]

W tekście, który w poniedziałek opublikowała Pani w serwisie Sport.pl, nie wszystkie informacje są zgodne z rzeczywistością. My, dziennikarze, nie powinniśmy naszych Czytelników wprowadzać w błąd.
Biegi narciarskie w Polsce przespały swój czas – to pewne. Zresztą wiele dyscyplin go przespało. No, może oprócz piłki nożnej, która nie śpi nigdy i już wie, gdzie urodzić nowe supernowoczesne boisko. Szesnastotysięczne już na terenie naszego kraju. Pozostali tak różowo nie mają i abstrakcyjny będzie przykład Damiana Janikowskiego, który formę olimpijską wykuwał w budynku bez ciepłej wody. Sportowy dramat przeżywają też biegający po nierównej mączce lekkoatleci, w których klubie nie wiedzą jeszcze, co to tartan. Przeżywają go ciężarowcy przerzucający tony żelastwa w śmierdzących garażach, pływacy, szermierze... Przeżywa go też poniekąd Pani, choć fundusze na szkolenie zagraniczne pewnie ten ból nieco łagodzą.
W tekście, który opublikowała Pani w serwisie Sport.pl (TUTAJ), czytam o przespanym przez Polski Związek Narciarski okresie. W stu procentach zgadzam się, że obecność Justyny Kowalczyk w świadomości Polaków nie została wykorzystana, a przykład braku zainteresowania współpracą z dużym, chętnym do wspierania młodzieży sponsorem po imieniu nazywać należy skandalem i kpiną. Jednym z niewielu wymiernych efektów Pani kariery jest moda na biegówki, które skupiają coraz większą liczbę amatorów aktywności ruchowej. Są nowe wypożyczalnie, w sklepach niezły sprzęt, a na trasach przyzwoici instruktorzy. Tylko śniegu mało. Ale jak spadnie (a już mu się zdarzało), zrobi się w śladach tłoczno. I to cieszy.
Dużo słabiej, a właściwie w ogóle, wygląda sytuacja z profesjonalną bazą szkoleniową, co w poniedziałkowym artykule opisała Pani tak: „w Polsce wciąż wyczynowej trasy nartorolkowej nie ma, (…) nie ma też wciąż trasy narciarskiej ze sztucznym naśnieżaniem.” Paradoksalnie zdanie to – choć dobrze wiem, że miało pomóc – może polskim nartom zaszkodzić. Przy Norwegach, Austriakach lub Szwedach wyglądamy jak parowóz obok TGV i to nie ulega najmniejszej wątpliwości. Ale dosłownie rzecz biorąc, oba wymienione wymagania polskie trasy spełniają. Sztuczne naśnieżanie zainstalowane jest bowiem i na płaskiej rolkostradzie w Tomaszowie Lubelskim, i w ośrodku biathlonowym w Dusznikach Zdroju. O ile położony na wschodzie Polski Tomaszów to rzeczywiście miejsce do treningu amatorskiego, o tyle dwie pętle nartorolkowe (1,4 i 2,5 km) na Jamrozowej Polanie mają swoich fanów nawet w kadrach narodowych. To na nich biega m.in. Weronika Nowakowska-Ziemniak i wielu innych polskich biathlonistów.
Trasa nie ma homologacji FIS, ponieważ nikt nigdy o nią nie wystąpił ze względu na brak jej potrzeby. Ma natomiast licencję IBU, dlatego też można ją chyba nazwać wyczynową? Do dziś nie wiem, co przeszkadza w przyjechaniu do Dusznik biegaczom narciarskim. Przecież ci z karabinami nie celują do przedstawicieli innych dyscyplin, a jedynie do tarcz. Swoją drogą nikt nie organizowałby na Dolnym Śląsku nartorolkowych mistrzostw świata w biathlonie, a kilkanaście dni temu Pucharu IBU, gdyby trasy dało się przejść na rękach tyłem. Oczywiście nie są tak szerokie, jak te w Rupholding, ale po co do treningu takie autostrady? Ja, choć jestem amatorem, na podbiegu pod „Przekaźnik” wymiękam. I niejeden junior po pokonaniu go piętnaście razy także.
Nawet, jeśli na dwutygodniowy obóz mistrzyni olimpijskiej za łatwe i niewystarczające (co oczywiste) i położone o wiele za nisko, uważam, że nie wolno wpajać niezaznajomionym z naszym „światkiem” Polakom, że jest w tej materii tragicznie. Bo nie jest. Zwłaszcza, gdy mowa o szkoleniu początkowym oraz rekreacji, na którą ośrodek w Dusznikach jest aż nadto wymagający. To, że na blisko czterdziestomilionowy kraj mamy dziesięć kilometrów rolkostrady, jest inną sprawą, ale powtarzanie przez sześciokrotną medalistkę olimpijską, że nie ma w kraju wyczynowej i sztucznie naśnieżonej trasy nartorolkowo-biegowej, może i z pewnością wprowadza (!) w błąd opinię publiczną i krzywdzi zaangażowanych w sporty zimowe gospodarzy Jamrozowej Polany. A Polski Związek Narciarski? Obudzi się, gdy będzie za późno. Niestety.
Z wyrazami szacunku, Michał Chmielewski
fot. Facebook/Jamrozowa Polana Autoryzowany Serwis
Udostępnij
Komentarze (7)
- huk2015-01-20 17:46:51Trzeba przyznać, że Duszniki stanowią chlubny wyjątek, który jednak potwierdza regułę, że PZN nic nie robi by poprawić stan infrastruktury do biegów narciarskich
- chmiel2015-01-20 17:53:12tak, w tej kwestii JK ma 100% racji. Ale nie można pisać, że nie ma trasy dlatego, że jest dla biathlonistów.
- laki2015-01-20 20:39:58bardzo dobrze ze osoba która ma jakiekolwiek wpływy nazywa sprawę po iminu BRAWO JUSTYNA
- Wojtek2015-01-20 21:52:25No ale przeciez trasy dla biathlonistów są przystosowane nie dla biegaczy narciarskich, są tam o wiele bardziej płaskie górki, nie można powiedziec że jest to trasa dla biegaczek narciarskich które mają wygrywać w pucharze świata
- Doktor462015-01-22 10:42:13Nie ma znaczenia czy to jest trasa dla biegaczy, czy dla biathlonistów spójrz na Oberhof tam biegają i biathloniści i biegacze, kiedyś nawet kombinatorzy norwescy:) Wiec jak się nie znasz to nie komentuj ok?
- Maciek2015-01-20 22:47:11Pani Justyna ma rację, Duszniki nadają się dla biathlonistów, jednak poziom trudności tej trasy nijak nie pasuje do treningu wyczynowego biegacza narciarskiego. Zbyt małe różnice wysokości. Proszę dla porównania spojrzeć na profile trasy w Otepaa lub w Raubiczach, te trasy są idealne i stanowią światową czołówkę. Jest to przykre, ale myślę że prawdziwa trasa nigdy nie powstanie, choć mam nadzieję że się mylę. Ale nie ma się co poddawać, trzeba walczyć.
- Konrad2015-01-28 09:43:00Pani Justyna od razu wyjaśniła kwestie z autorem pisząc ze swojego prywatnego konta na Facebooku. Wszystko widać na profilu Skipola.


