Przejdź do treści
skipol.plNumer jeden w biegach narciarskich
Inne24 grudnia 2014

Kto i ile traci na braku zimy?

odwilż

Drugi rok z rzędu zimę oglądamy tylko na archiwalnych zdjęciach. Śnieg – oprócz szansy do zabawy – dla wielu jest głównym źródłem utrzymania. Kto i ile traci na jego braku?

 

Miejscy malkontenci mają to, czego chcieli: suche drogi, mniejsze korki i brak porannego rytuału odśnieżania chodnika. Wspaniale jest. Psie odchody mniej wyróżniają się na trawnikach, buty nie są białe od soli, a dzieci – zamiast zjeżdżać na sankach – w suchych ubraniach siedzą przed telewizorem i wpatrują się w idiotyczne bajki. Uff, pilnować ich nie trzeba. Problem pojawi się po Nowym Roku, kiedy to szkoły zamknięte zostaną na trzy spusty i dwa tygodnie ferii wydawać się będą okresem nieskończenie długim. Wtedy już tak kolorowo nie będzie. I zmartwionym, znudzonym dzieciom, i zamęczonym pytaniami rodzicom, i ludziom, którzy na dwóch pierwszych po prostu chcieliby zarobić. A ostatnia grupa jest w Polsce bardzo liczna.

 

 

WOLNE ŁÓZKA

 

Pierwszym krokiem, który zazwyczaj stawia się podczas planowania podróży w góry, jest wybór miejsca noclegowego. O ile pensjonaty, motele i pokoje gościnne na okres ferii mają wzięcie, o tyle poza tymczasem świecą w zasadzie pustkami.

 

- Dwa lata temu przed świętami miałam rozpisany cały grafik, do końca lutego. Ludzie dzwonili od szóstej rano do późnych godzin wieczornych, a ja ze smutkiem odpowiadałam, że wolnych miejsc brak. Mogłam zapraszać ich na tę zimę, tym razem łóżek nie brakuje – śmieje się pani Renata, właścicielka jednego z dziesiątek pensjonatów w Karpaczu. Nie ma się czemu dziwić – na trasach zjazdowych pusto, wyciągi nie działają, ścieżki biegowe właściwie nie istnieją. Rezerwacje na ferie robione były z wyprzedzeniem, teraz część osób rezygnuje. Jak twierdzi nasz rozmówca, i tak w Karpaczu hotelarze mają szczęście, że oprócz nart w mieście dzieje się całkiem sporo. - Jest gdzie na kolację wyjść, mamy piękne góry i trochę atrakcji. Ale powiedzmy sobie szczerze, że to tylko dodatek – mówi.

 

Ceny noclegów w ferie zaczynają się w różnych miejscowościach od 40 złotych, a kończą na grubo ponad 100. Ekskluzywne lokalizacje mają je jeszcze wyższe, ale to pensjonaty i pokoje gościnne cieszą się największym zainteresowaniem. O ile sieci ileśtamgwiazdkowych hoteli zawsze sobie poradzą, rodzinne biznesy kuleją. Oczywiście oferta jest dostępna przez cały rok, ale trudno wyobrazić sobie szansę na pełne obłożenie w przykładową środę, w połowie października. W tej branży, a szczególnie w górach, plony zbiera się od grudnia do połowy kwietnia. Później bywa różnie. Jeśli hotelik z czterdziestoma łóżkami oferuje stawkę 50 zł za nocleg, do wzięcia są 2 tysiące dziennie. Pod warunkiem, że na chodniku przed wejściem jest co odśnieżać.

 

 

SPRZĘT SIĘ KURZY

 

Drugim sektorem „zimowej branży”, który traci na braku śniegu tysiące złotych, są wszelkiego rodzaju wypożyczalnie i serwisy. O ile w przypadku noclegów zawsze jakiś klient pojawi się, by np. przywitać Nowy Rok wdychając świeże powietrze, do wypożyczalni po sprzęt nie przyjdzie absolutnie nikt. Nie robią tego nawet właściciele, którzy załamują ręce i czekają na lepsze dni.

 

- Od dwóch lat w Stroniu Śląskim stacjonuje ratrak i skuter, które tylko czekają, by wyjechać na trasy biegowe i przygotować je dla biegaczy. Niestety stoją tu na darmo, bo odkąd przyjechały do gminy, używano ich zaledwie parę razy. Nie ma zimy. W mojej wypożyczalni leży ok. 80 par nart, mam podpisane umowy z producentami na kolejne egzemplarze. Tylko po co – pyta retorycznie Marcin Wojrach, który kilka lat temu założył firmę Wildcat. Szczęśliwie dla niego w ofercie ma nie tylko wypożyczalnię. Gdyby nie różnorodność usług, nie miałby pewnie z czego żyć.

 

Wojrach: - Do tej pory nie miałem jeszcze zimy, w której mógłbym realnie oszacować, ile ten biznes jest w ogóle wart. Według wstępnych wyliczeń i zainteresowania, z którym spotkałem się mimo braku śniegu, sądzę, że jest to ok. 10 tys. złotych miesięcznie. Na samej wypożyczalni i przy warunku, że mamy tego śniegu przynajmniej 3 miesiące, czyli... jak normalnie powinno być w Polsce. Ale to świat wirtualny, tych pieniędzy nie ma. I nie będzie, póki nie będzie biało.

 

 

KOMU WYCIECZKĘ?

 

Nie ma zimy, to i szkolić jak nie ma. Ani kogo. Bo jeśli chętnych na przyjazd w góry coraz mniej, to jak zachęcić potencjalnych narciarzy do wynajęcia instruktora? Nie mówiąc już o zorganizowanych szkoleniach czy też zorganizowanych wyjazdach narciarskich. Spadek zainteresowania notują nie tylko wykwalifikowani nauczyciele, ale i biura podróży, które ich wynajmują. Brak zimy w Polsce jest przecież jeszcze do zrozumienia – tak bywało nierzadko. Ale zielone stoki w Alpach? To już widok niecodzienny. Według danych jednego z wrocławskich biur podróży branża skurczyła się względem ubiegłego roku o prawie 30%. A to zaskakujące, bo teoretycznie plucha w Polsce powinna motywować do sięgania po oferty zagranicznych ośrodków. Czy mamy więc dość narciarstwa w ogóle?

 

- O wiele lepiej sprzedają się oferty wakacyjne. Zimowe albumy z ofertami przegląda coraz mniej osób, na wykupienie decyduje się niewielu. Wciąż dominują wczasy dla dzieci, coś na kształt zimowych kolonii z instruktorem i nauką jazdy. Problem polega na tym, że dużą część takich ofert mieliśmy przygotowanych w polskich ośrodkach. I nie bardzo wiadomo teraz, co zrobić – wyjaśnia pracownik biura, który nazwiska podawać nie chce.

 

Tysiące złotych w skali miesiąca tracą organizatorzy wycieczek, obozów, szkoleń, a także sprzedawcy sprzętu, restauratorzy czy właściciele straganów. Na zimie, a raczej jej braku, tracą absolutnie wszyscy, którzy swoje zarobki ściśle wiążą z górami. Ale dodatnie temperatury to zmora również dla sportu wyczynowego, który zamiast nad Wisłą rozwijać – kurczy się. Trudno bowiem wyobrazić sobie, że treningi na nartorolkach zastąpią porządne wybieganie, siłownia uzupełni braki na trasach zjazdowych a imitacja w hali będzie równie dobra co skok na skoczni. Dzieci i ich rodzice, obserwując tę sytuację, nie wybiorą narciarstwa. Pójdą na trening jednej z dyscyplin letnich, które uprawiać można śmiało przez cały rok. Tak samo postępować zaczną gminy, które zainteresowane są organizacją imprez dla amatorów. Jeszcze dwa sezony temu obserwowaliśmy prawdziwy wysyp biegów narciarskich: w miastach, we wsiach, o puchar wójta, burmistrza czy sołtysa. Narty były po prostu w modzie. Modzie, która połączona z nie tak odległym końcem kariery Justyny Kowalczyk wkrótce może stać się wspomnieniem.

 

Ale czy mamy w ogóle na to wpływ? Zapraszamy do dyskusji w komentarzach.

 

Michał Chmielewski

sklep XC-SKI.PL narty biegowe, nartorolki

Udostępnij

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Komentarze są anonimowe. Redakcja nie odpowiada za treści czytelników.