Krokiewka. Historia niespełnionego marzenia

Gdy w 2011 roku właściciele terenu zażądali rozebrania obiektu, zapaleni Lublinianie postanowili działać. Mimo że wszyscy Krokiewce sprzyjali, marzenie o budowie profesjonalnej skoczni legło w gruzach.
W Willingen trwał wtedy Puchar Świata, ale tysiąc kilometrów na wschód od Mühlenkopfschanze odbywały się zawody o wiele ważniejsze. Dla 25 śmiałków, którzy wystartowali w II Mistrzostwach Polski Wschodniej Amatorów, centrum światowych skoków była tego dnia maleńka, zbudowana rękami nastolatków „Krokiewka”. Kilkunastometrowy obiekt wygląd bardzo profesjonalnie, za co czytelnicy serwisu skokinarciarskie.pl przyznali tytuł najlepszej amatorskiej skoczni w Polsce. Drewniana konstrukcja z 2010 roku była drugą wzniesioną na lubelskim Węglinie. Pierwszą, usypaną wyłącznie z ziemi, grupa dzieci uruchomiła na początku 2007 roku. Próby jej doskonalenia zaowocowały gruntowną, trwającą wiele tygodni modernizacją. Jak miało się później okazać – na marne. Po zaledwie jednej zimie właściciel części terenu nakazał rozbiórkę.
WIDEO: TAK POWSTAWAŁA KROKIEWKA
Bracia Maksymilian i Aleksander Furtakowie wraz z Damianem Widomskim nie mogli uwierzyć w taki rozwój sytuacji. Plan sprzedaży jednej z działek, na których położona była skocznia, oznaczać miał koniec pięknej przygody. Umowy słowne nie zostały dotrzymane i mimo prób porozumienia z rozbiegu i band została sterta desek. To tylko zmotywowało skoczków, którzy podjęli walkę o kontynuowanie wielkiej przygody. Rok po demontażu starej skoczni MOSiR przekazał Stowarzyszeniu Krokiewka tereny pod nową budowlę. Przy wsparciu Politechniki Krakowskiej powstał projekt, przeprowadzono niezbędne badania. Wszystko wskazywało na to, iż wkrótce w Lublinie zacznie się nowa era sportów zimowych. A zaczęły się kłopoty.
ZABRAKŁO NAJWAŻNIEJSZEGO
- Skocznia była w Lublinie naprawdę nośnym tematem. Wejście w sponsoring tak pozytywnego przedsięwzięcia to same korzyści wizerunkowe. Tymczasem chłopcy przez półtora roku odbijali się od drzwi dziesiątek firm. Mieli mnóstwo zapału, który gasł z kolejnymi odmowami – opowiada ze smutkiem Krzysztof Wójcik, właściciel krakowskiego przedsiębiorstwa Inter Steel. To on jako jeden z pierwszych wyciągnął do młodych skoczków pomocną dłoń. Jego firma nieodpłatnie miała zająć się częścią prac konstrukcyjnych. Wójcik zgłosił się do roli kierownika budowy, załatwiał projekty, geodetów, wizualizacje. Nie wziął ani złotówki. Gdy jeszcze na prowizorycznym obiekcie przy ul. Liszkowskiego przeprowadzano pierwsze zawody, biznesmen został głównym sponsorem. To on, wraz z Tadeuszem Telejką, pomógł w sfinansowaniu kompleksowej przebudowy latem 2010 roku. Polecenie rozbiórki pierwszej Krokiewki bolało go tak samo jak chłopców. Czuł, i do dziś czuje się z pomysłem związany.
W zależności od metody budowy i materiału, z którego powstałaby wieża najazdowa, mówiło się o kwocie w przedziale od 50 do 100 tys. złotych. Pierwsza suma zakładała konstrukcję drewnianą, druga o wiele trwalszą stalową. Z dalszej perspektywy to na pewno duże pieniądze, ale jeśli mowa o powstaniu profesjonalnego obiektu sportowego – śmiesznie małe. Dla porównania wznoszone właśnie w centrum Wisły trzy skocznie o rozmiarach od 10 do 40 metrów kosztują 3 miliony złotych. A Krokiewka pod względem jakości w niczym beskidzkiej inwestycji nie ustępuje. Też miała zostać przykryta igelitem, a jej profil spełniałby normy Międzynarodowej Federacji Narciarskiej. Gdyby homologacja została przyznana, Lublin mógłby organizować zawody ogólnopolskie. Gdyby.
- Byliśmy właściwie wszędzie i w wielu miejscach przyjmowano nas z zainteresowaniem. Pojawiło się kilka podmiotów, które wstępnie wyrażały chęć dołączenia do projektu, ale gdy przechodziliśmy do konkretów, kończyło się na życzeniu powodzenia – wspomina Maksymilian Furtak, który w Stowarzyszeniu Krokiewka pełni rolę prezesa. Jak mówi po czasie, projekt zyskał poparcie społeczne i o ile Urząd Miasta był budowie przychylny, wstrzymano ją ze względu na finanse. Tych z publicznej kasy wyciągać nie chcieli, bo – jak twierdzą – na rozrywkę nie wypada. Równolegle w Krakowie działał Wójcik, który w sprawie projektu był nawet w Polskim Związku Narciarskim. I nic. Jak przypuszcza Furtak, działacze nie chcieli angażować się w narciarstwo poza najważniejszymi ośrodkami w kraju.
NIE MÓWIĄ "NIE"
Budowa profesjonalnej skoczni w stolicy Lubelszczyzny była dla chłopaków czymś więcej niż hobby. Emocjonalny stosunek do projektu opisuje m.in. tytuł filmu, który zapaleni narciarze zaprezentowali w miejskim Domu Kultury. Premiera „Marzenia o lataniu” odbiła się w środowisku szerokim echem. Do dziś dokument można obejrzeć w serwisie YouTube. Kiedy o Krokiewce zrobiło się głośno, skoczkowie byli jeszcze dziećmi. Dziś to poważni studenci, którzy – zamiast latać – twardo stąpają po ziemi. Czy ten rozdział życia uważają za zamknięty?
- Poświęciliśmy skoczni bardzo wiele czasu i energii. Oczywiście, że są czasem chwile, w których robi się przykro na myśl o takim zakończeniu naszej historii, ale życie toczy się dalej. Mamy nowe zajęcia, uczymy się. Od kilku miesięcy temat w zasadzie nie istnieje, odszedł w niepamięć – stwierdza prezes Stowarzyszenia, które rozwiązane nie będzie. To uchylona furtka na wypadek nagłej zmiany sytuacji. Jeśli znalazłby się sponsor, temat skoczni zostałby odkurzony. Choć umowa o dzierżawę działki przy Globusie straciła ważność, władze miasta zadeklarowały, że jej odnowienie będzie formalnością.
Marzenia, o które walczyli lubelscy amatorzy, były bardzo realne. Na kolejnych stopniach ich realizacji spotykali ludzi otwartych i pomocnych, a kiedy życzenia składał im Adam Małysz, wydawało się, że wkrótce nowa Krokiewka ozdobi miejski krajobraz. Profesjonalna oferta sponsorska i pozytywny rozgłos miały być kluczem do sukcesu. Wbrew logice stało się inaczej, choć trudno kogokolwiek za to winić. Żal tylko chłopaków, którzy mimo wielkich chęci brutalnie starli się z rzeczywistością. Zabrakło niewiele.
MICHAŁ CHMIELEWSKI | @CHMIIELEWSKI
TEKST OPUBLIKOWANY W RAMACH WSPÓŁPRACY Z HILL SIZE MAGAZINE
Udostępnij
Komentarze (2)
- Kuba_skipol2014-11-12 14:08:59Szkoda, naprawdę szkoda, piękna inicjatywa i szansa na popularyzację skoków w Polsce.
- Astrid2014-11-14 06:02:30:(


