Przejdź do treści
skipol.plNumer jeden w biegach narciarskich
Biegi: świat20 listopada 2013

Historia biegacza, który chce wystartować na IO w Soczi


Paul Bragiel, Amerykanin polskiego pochodzenia ma szansę wziąć udział w biegu na 15 km stykem klasycznym na Igrzyskach Olimpijskich w Soczi w barwach... Kolumbii. Do spełnienia marzeń brakuje mu kilku minut.


Do marca tego roku kilkanaście godzin dziennie spędzał przy komputerze, jako przedsiębiorca internetowy. Zakładał on od podstaw firmy i zatrudniał w nich ludzi. Poza pracą nie było nic. A teraz ten sam pracoholik, mimo że ma już 36 lat, został kolumbijskim biegaczem narciarskim i ma plan, by wystartować w zimowych igrzyskach olimpijskich w Soczi. To nie żadna fikcja, ale prawdziwa historia Paula Bragiela, Amerykanina polskiego pochodzenia, który ciężko trenuje w Laponii i z dnia na dzień jest coraz szybszy na 15 km stylem klasycznym.
 
Rodzice Bragiela mieszkali w Polsce, pod Nowym Sączem. W 1975 wyemigrowali do USA i Paul urodził się dwa lata później w Chicago. Karierę w branży informatycznej rozpoczął bardzo szybko. Zaraz po zakończeniu studiów w 1999 roku założył swoją pierwszą firmę. Nazywała się Pentagon 5 i oprócz Chicago miała swoje biuro też w Polsce.

"Dzięki temu w 2002 roku przez prawie rok mieszkałem w Krakowie i Gliwicach. Kraków to fantastyczne miasto, piękna architektura, no i te kobiety" - śmieje się Paul

Sportem się interesował, ale od studiów kompletnie go nie uprawiał. Pracował po dwanaście godzin dziennie i tworzył kolejne firmy: Meetro, potem Leforę, a w ubiegłym roku założył trzy fundusze, mające tworzyć technologię w krajach Trzeciego Świata. Praca przełożyła się na zarobki, ale też na wygląd - Paul chodził zapuszczony, z nadwagą, nieogolony, jadł co popadło. W branży osiągnął sukces: w Dolinie Krzemowej każdy go kojarzył, miał swoje wykłady na największych konferencjach startupowców na świecie, ale czegoś ciągle mu brakowało. Teraz już wie, czego. Wielkiego sportowego wyzwania.

Cel Bragiela jest prosty. Wystartować w Soczi w biegu na 15 km stylem klasycznym: "Dłuższego dystansu bym nie wytrzymał kondycyjnie, sprint jest zbyt techniczny, a jakbyś zobaczył mnie próbującego jeździć łyżwą, to byś się na śniegu pokładał ze śmiechu" - tłumaczy swój wybór. W kwietniu tego roku, na 10 miesięcy przed igrzyskami, po raz pierwszy założył narty. Teraz przebywa w Laponii, gdzie trenuje pod okiem jednego z najlepszych fińskich trenerów, który doprowadził do sukcesów Mattiego Heikkinena: "Ktoś powie, że moje życie jest teraz dużo nudniejsze, ale ja je uwielbiam. Po śniadaniu mam dwuipółgodzinny trening, w którym koncentruję się na technice. Po lunchu idę spać i później jeszcze jeżdżę półtorej godziny. Raz w tygodniu mam jeszcze trening na dużej intensywności, by sprawdzić, jakie robię postępy" - mówi Bragiel.

Postępy są niezbędne, bo do startu na igrzyskach potrzebne jest wypełnienie minimum. Paul ma zamiar wystartować w dziesięciu biegach kwalifikacyjnych: "Muszę uzyskać 300 punktów FIS. Z wyliczeń mojego trenera wynika, że aby to osiągnąć, w pięciu z tych biegów muszę zejść poniżej 36 minut na 10 km albo poniżej 55 na 15 km. Te zawody są rozgrywane na obu dystansach" - tłumaczy

Pierwszy bieg, na 10 km w fińskim Muonio już za nim. Nie ukończył go, bo pomylił trasę i został zdyskwalifikowany. Ale nie zamierza z tego powodu rozpaczać: "I tak bym był za wolny, bo biegłem na jakieś 40 minut. Ale wierzę w sukces, bo widzę, że jestem coraz szybszy. Jeszcze miesiąc temu brakowało mi prawie dziesięciu minut, a teraz tylko kilku. Czas działa na moją korzyść"

Start na wielkiej imprezie po raz pierwszy mu się zamarzył, gdy miał 11 lat. Był 1988 rok i oglądał w telewizji igrzyska olimpijskie w Seulu: "Patrzyłem na ceremonię otwarcia i pomyślałem: "Cholera, muszę kiedyś coś takiego przeżyć". A potem oglądałem każdy dzień zmagań. Niesamowitym gościem był Carl Lewis. Podziwiałem go i próbowałem naśladować" - opowiada Paul, który w szkole, podobnie jak słynny Amerykanin, biegał sprinty i skakał w dal. Jako 14-latek dystans stu metrów przebiegał w 12 sekund, a w dal skakał prawie sześć metrów. Starczało na wygrywanie szkolnych zawodów.

Teraz wielką wygraną będzie sam start w Soczi. Oczywiście dostanie się do kadry amerykańskich biegaczy było niemożliwe, dlatego Paul, mający już 36 lat na karku, ubiegał się o inne obywatelstwo: "Na początku w ogóle zastanawiałem się nad dyscypliną. Kiedyś widziałem film "Reggae na lodzie" i rozważałem bobsleje, ale one są zbyt niebezpiecznie, z kolei zjeżdżać na nartach po prostu nie lubię. Dlatego postawiłem na biegi. Później wysyłałem do różnych państw pisma: tutaj list do ambasady, a tam maila do ministra spraw zagranicznych. Pomagały mi moje kontakty. W końcu w grze zostało pięć krajów, ale z Ugandą i Kambodżą się nie powiodło. Minister z Wysp Zielonego Przylądka był bardzo zainteresowany, ale tamtejszy komitet olimpijski nie chciał tego klepnąć. Prezydent Tanzanii powiedział mi, że OK, może wszystko podpisać, ale muszę się zrzec amerykańskiego obywatelstwa. Powiedziałem nie. Została Kolumbia. Poszedłem na spotkanie z prezydentem i gdy przedstawiłem swój pomysł, facet był zachwycony. Od razu się tym zajął i dzięki niemu zostałem kolumbijskim biegaczem narciarskim" - opowiada Paul.

Dziś jest bohaterem mediów na całym świecie. Na Facebooku obserwuje go ponad 105 tysięcy osób, a materiały o jego ambitnym projekcie ukazują się wszędzie. Paul był w szoku, gdy pewnego dnia odebrał telefon i okazało się, że dzwoni Apolo Anton Ohno - ośmiokrotny medalista olimpijski, amerykańska legenda short tracku. - Najpierw powiedział z uśmiechem: "Paul, ciebie chyba powaliło". Ale zaraz potem dodał: "Zrób wszystko, by ci się udało, to byłoby niesamowite. Kibicuję ci, chłopie". "Później zaczął mi jeszcze tłumaczyć, że w sporcie najważniejsza jest głowa. Opowiadał, że wielokrotnie ścigał się z ludźmi, którzy byli fizycznie przygotowani mniej więcej tak, jak on. A wygrywał właśnie dzięki walorom mentalnym" - mówi Bragiel.

Na pytanie o ulubionego biegacza narciarskiego odpowiada ze śmiechem: "Nie powiem, bo mi nie uchodzi. Przecież jeśli się uda, to będą moi przyszli rywale". Justynę Kowalczyk oczywiście zna i podziwia. Gdy Paul przyleciał na obóz do Nowej Zelandii, miał pecha, bo Polka trzy dni wcześniej akurat wyjechała: "Szkoda, bo pewnie byłaby okazja porozmawiać, a na trasie przynajmniej zobaczyć jej plecy" - dodaje, jak zawsze z humorem.

Trzymamy kciuki za tego niezwykłego człowieka. Występy tego typu sportowców wielce urozmaicają rywalizację na trasach biegowych. Będziemy uważnie śledzić poczynania Paula Bragiela w walce o spełnienie swoich marzeń.

źródło: przegladsportowy.pl

Arkadiusz Zbróg
sklep XC-SKI.PL narty biegowe, nartorolki

Udostępnij

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Komentarze są anonimowe. Redakcja nie odpowiada za treści czytelników.