Blog: Piotr Walkowiak9 marca 2013
Podwójne zwycięstwo w wyjątkowym miejscu

Dzisiejszego, pięknego, słonecznego dnia w Lahti, mieliśmy okazję podziwiać pierwszą biegową konkurencję Lahti Ski Games. U podnóża słynnej Salpausselki rozegrane zostały w ramach pucharu świata zmagania sprinterskie rozgrywane stylem łyżwowym.
Na liście startowej serii kwalifikacyjnej kobiet zabrakło przede wszystkim srebrnej medalistki w sprincie techniką klasyczną z Val di Fiemme, czyli Idy Ingemarsdotter, która zmaga się z przeziębieniem oraz problemami płucnymi. Szwedka ma nadzieję, że powróci już w Drammen, choć kluczowym dla niej występem, niewątpliwie będzie królewski sprint w Stockholmie. Po zakończeniu kwalifikacji, ku mojemu zdziwieniu, ujrzałem poza finałową trzydziestką takie zawodniczki jak: brązowa medalistka w sprincie z Fiemme, niezwykle groźna w tym sezonie Maiken Caspersen Falla, Svetlana Nikolaeva, będąca z zawodu nauczycielką, która zajęła pamiętne czwarte miejsce w team sprincie techniką łyżwową w Quebecu wraz z Evgenią Shapovalovą, a także Daria Gaiazova, Katerina Smutna, choć ona woli biegać stylem klasycznym, Elena Soboleva, po której nadal oczekuję jakiegoś zaprezentowania się w pucharze świata, ze względu na jej złoty medal wywalczony właśnie w sprincie w mistrzowskiej imprezie młodzieżowców w Libercu tego roku, oraz Mona-Lisa Malvalehto, dla której mistrzostwa w Fiemme były bardzo nieudane, a do tego wszystkiego doszedł konflikt z serwismenem. Odpadła również Therese Johaug, ale chyba wszyscy doskonale wiemy, w czym najlepsza jest filigranowa Norweżka.
Sensacyjną zwyciężczynią kwalifikacji (niestety, w tym sezonie muszę użyć takiego sformułowania) została Vesna Fabjan. Drugie miejsce wywalczyła Linn Soemskar, która po całkiem przyzwoitych występach w zawodach FIS oraz w pucharze Skandynawii dostała szansę aby zabrać się do Lahti ze sporą grupą szwedzkich specjalistów narciarstwa biegowego. Prowizoryczny, najniższy stopień podium przypadł Marit Bjoergen. Warto także wspomnieć o partnerce życiowej Calle Halfvarssona, czyli Jennie Oeberg, która, że jest córką trenera Larsa Oberga i prawdopodobnie wskutek tego, pozostała w rezerwie na Val di Fiemme, a przykładowo Magdalena Pajala dostała szansę, choć osiągała gorsze wyniki niż Jennie. W rozmowie z kolegami z niemieckiego Eurosportu, doszliśmy do wniosku, że trener bał się ataku szwedzkiej prasy. Wracając myślą wstecz. Jennie zajmując 5. miejsce w eliminacjach utwierdziła wielu w przekonaniu, że nadal utrzymuje niezłą formę z ostatnich zmagań w pucharze Skandynawii. Po silnej walce w dalszej części rywalizacji nie było już tak kolorowo, ale zawody ukończyła na dobrej 22. pozycji. Nie ukrywam, że zapachniało mi przed rywalizacją wręcz, nieco Libercem z 2011 roku, gdzie zawodniczka klubu Piteaa zajęła 9. miejsce w tej samej konkurencji.
Justyna Kowalczyk, która w swoim ćwierćfinale startowała z numerem 18. ustąpiła jedynie miejsca Marit Bjoergen. Tuż za Polką uplasowała się Sadie Bjoernsen, która w trzeciej części sezonu poczyniła ogromny progres i w tym momencie obok Kikkan Randall, Jessie Diggins oraz Liz Stephen jest czwartą zawodniczką w zespole. Amerykanka dysponuje niezwykłym potencjałem, przypominającym pierwsze starty Diggins w pucharze świata. W ćwierćfinale Kowalczyk, odpadły trzy zawodniczki: Natalia Korosteleva, Aino-Kaisa Saarinen oraz Anne Kyllonen, która teoretycznie powinna się liczyć w dalszej części arcyciekawej rywalizacji. W ćwierćfinale wygranym niespodziewanie przez Britte Johansson Norgren mogliśmy dostrzec nieprzyjemną sytuację. Charlotte Kalla ewidentnie pchnęła Ingvild Flugstad Oestberg, która w efekcie nie zdołała zakwalifikować się do finału, bowiem osiągnęła gorszy czas niż konkurentki. Jeśli chodzi o inne niespodzianki, to z pewnością dla wielu należy do nich brak awansu do półfinału Jessici Diggins, która biegła w ćwierćfinale numer 3. wygranym przez Heidi Weng. Amerykanka, która podkreśla, że stadion, skocznie oraz trasy biegowe w Lahti są niesamowite, zmagała się ostatnio z przemęczeniem, więc jej fani muszą uzbroić się jeszcze w odrobinkę cierpliwości. Także nie przebrnęła do kolejnego etapu rewelacja ostatnich tygodni, Francuzka Aurore Jean, która przegrała ze szczęśliwą przegraną Riikką Sarasoją-Lilją oraz brązową medalistką U23 w sprincie klasycznym, czyli urodziwą Hanną Kolb, a także bezkonkurencyjną dziś Kikkan Randall.
Półfinały kobiet obfitowały w niesamowite emocje. W pierwszym znów najlepsza okazała się Randall, która minęła linię mety przed Kallą oraz naprawdę dziś rewelacyjną Brittą Johansson Norgren, która ze swoim czasem znalazła się w finale! Brązowa medalistka w drużynie z Liberca oraz srebrna z Oslo, w tym sezonie, w zawodach pucharu świata nie pojawiała się zbyt często. Dodatkowo jej występy nie pałały optymizmem i nie wywalczyła karty na Fiemme. Jednak po ostatnich niezłych występach w zawodach FIS uzyskała zgodę sztabu szkoleniowego na udział w Lahti Ski Games. Niewątpliwie, Szwedka w tym sezonie może pochwalić się brązowym medalem w mistrzostwach swojego kraju, gdzie w biegu łączonym w Falun przegrała jedynie z Emmą Wiken oraz Anną Haag. Odpadły natomiast: Hanna Kolb, Celine Brun-Lie oraz wspomniana przeze mnie Sadie Bjoernsen, która jest bardzo zadowolona ze swojej końcowej, dziewiątej pozycji. Drugi półfinał był dla nas szczególnie ważny ze względu na występ Justyny Kowalczyk, który chyba nie zadowolił dzisiejszego dnia polskich kibiców. Polka pokonując zakręt prowadzący na stadion miała problemy aby przecisnąć się na czoło stawki i walczyć o dwa premiowane awansem miejsca do finału. Skończyło się na przedostatnim miejscu w 1/2 finału, a ostatecznie na dziesiątej pozycji w całych zmaganiach. Do dalszej fazy nie awansowała również Natalia Matveeva oraz Heidi Weng, która niestety miała spory problem na trasie. Awansowały natomiast: zwycięska Marit Bjoergen, Alena Prochazkova oraz szczęśliwa brązowa medalistka w drużynowym sprincie łyżwowym z Doliny Płomieni, Riikka Sarasoja Lilja.
Finał wielkiego sprintu w Lahti przebiegał pod dyktando Randall, Bjoergen oraz Prochazkovej i Johansson, które przez dłuższy czas utrzymywały tempo dwóch wielkich rywalek. Niestety, kolizja Kalli oraz Sarasoji zakończyła się upadkiem oraz złamaniem kijka przez Finkę. Mimo to, reprezentantka Suomi przekroczyła metę przed agresywną dziś Szwedką. Johansson wywalczyła świetne czwarte miejsce, Prochazkova od czasów Kuusamo 2009 w końcu stanęła na podium, na jego najniższym stopniu. W dalekim Kuusamo także osiągnęła ten sam wynik, tyle że w sprincie klasycznym. Wówczas lepsza okazała się Petra Majdic oraz zwycięska Justyna Kowalczyk. Marit Bjoergen tym razem musiała uznać wyższość Kikkan Randall, która po problemach w Davos, po nieudanym starcie w indywidualnym sprincie w Fiemme, gdzie w międzyczasie sięgnęła także po złoto wraz z Diggins w sprincie drużynowym, dziś okazała się w dużej mierze bezkonkurencyjna.
Dla Kikki to w zasadzie podwójne zwycięstwo, ponieważ już dziś zapewniła sobie kolejną, drugą z rzędu małą kryształową kulę za zmagania w sprincie. Osobiście, zapytałbym z chęcią mieszkankę Anchorage, czy to nie potrójny triumf, bowiem w wielkim stylu pokonała obecną mistrzynię świata właśnie w sprincie o nazwisku Bjoergen.
fot. facebook Lahti Ski Games
Piotr Walkowiak
Udostępnij
Komentarze (2)
- dickoo2013-03-10 12:27:34Jako że wiosna za pasem i pierwsze promienie słońca padły na ziemie między Bugiem a Odrą, do lotu, oprócz ptaków, zerwali się dziennikarze sportowi. Kwiecista retoryka, godna raczej babilońskich ogrodów niż posępnych, mroźnych połaci Kraju Tysiąca Jezior, sprawia, że nieśmiało wyglądające spod śniegu krokusy pąsowieją ze wstydu.
Autor wzbił się tak wysoko "w rajską dziedzinę ułudy/kędy zapał tworzy cudy", że nawet szacowny Puchar Świata wydaje się niegodny dużych liter. Tnąc przestworza nad Lahti, ku własnemu zdziwieniu, spostrzegł "po za" fazą play-off szereg zawodniczek, w której to grupie wylądowała słynna Therese Johaug. "Chyba wszyscy doskonale wiemy, w czym najlepsza jest filigranowa Norweżka", zatem mimo lekkiego ukłucia zazdrości wobec mężczyzny, którego spotka na mecie dnia dzisiejszego Maszyna do Szycia, fruniemy ku finałowej rozgrywce.
A propos relacji damsko-męskich, nutki empatii w sercu grają pod adresem Jennie Oeberg, która z racji bycia córką ojca swego, nie wystartowała w głównej tegorocznej imprezie (łezka się w oku kręci na myśl o krajowym duecie eksportowym Polo&Tonio). Kontynuując lot ku chwale (kto stoi w miejscu, ten... wraca myślą wstecz), napotkano szamanów z niemieckiej redakcji SAMEGO WIELKIEGO EUROSPORTU (sic!). Po całonocnych obradach rady starszych, zawyrokowano że incydentowi winne są media. Słusznie.
W półfinałach jak to w życiu - dla jednych słońce, dla innych deszcz. Wspaniała dyspozycja Britty Johansson, której ostatnie kapryśne "występy nie pałały optymizmem" przyćmiła nawet gorzką pigułkę dla polskich kibiców - porażkę Justyny K.
"Pryskają nieczułe lody/I przesądy światło ćmiące/Witaj, jutrzenko swobody/Zbawienia za tobą słońce!" Finał wielkiego lotu. Finał wielkiego sprintu. Ponieważ ta specjalność biegowa jest najkrótsza, będzie lakonicznie. Kikkan Randall. "W dużej mierze bezkonkrencyjna", co musiała uznać nawet niemała skądinąd Marit Bjoergen. Amerykanie są narodem o mentalności zwycięzców, więc wygrana Randall nie była zwykłym triumfem. Była niczym rzeź Trotylu Zarębki jaką urządziła sobie na jego boisku Ostrovia Ostrowy Baranowskie aplikując rywalom cztery bramki, równocześnie nie tracąc żadnej. Podniebne wojaże nad Finlandią kończą się lądowaniem na Alasce, gdzie (po znalezieniu lokalnego biura EUROSPORTU) triumfatorka zawodów opowie o swoich wrażeniach. Ale o tym już w następnej relacji... - staszek skiza2013-03-10 23:06:26Liczę na jakąś ripostę!
Pięknie..........


