Kombinacja norweska7 lutego 2013
Czy to pogrzeb polskiej kombinacji? Ostatni dzwonek na ratunek!
Niestety takie pytanie nasuwa się jako pierwsze po ostatnim weekendzie... Tomasz Pochwała trenujący poza kadrą notował olbrzymie straty w Pucharze Świata w Klingenthal, polscy juniorzy zajęli trzecie od końca miejsce w konkursie drużynowym, a seniorzy z kadry startowali w konkursach Lotos Cup na skoczni Wisła Łabajów, której rozmiar wynosi 70 metrów! Czy to naprawdę koniec polskiej kombinacji? Czy ktoś się wreszcie opamięta?Ten weekend dobitnie sam w sobie podsumował kilkuletnią działalność Polskiego Związku Narciarskiego, a szczególnie prezesa Apoloniusza Tajnera i trenera Jakuba Michalczuka. Chyba wszyscy poza wymienioną dwójką (notabene dosyć blisko spokrewnioną) widzieli, że w pewnym momencie wszystko zaczęło iść w złym kierunku. Nikt nie zareagował i efekty są opłakane. Zacznijmy jednak od początku.
Lata 2009 i 2010, to czas kiedy wydawało się, że polska kombinacja nie tylko wyjdzie z dołka, ale nawet będzie w przyszłości sporą światową siłą, przynajmniej na miarę obecnej reprezentacji Czech. W roku 2009 podczas Europejskiego Festiwalu Młodzieży Paweł Słowiok wywalczył srebrny i złoty medal. Zaraz ktoś sobie pomyśli, że to pewnie jakieś podrzędne zawody i pokonał trzeci niemiecki i austriacki garnitur. Otóż nie. W sprincie na finiszowej prostej uległ Manuelowi Faisstowi, a podczas dwukrotnie dłuższego biegu pokonał Mario Seidla... Tych nazwisk kibicom kombinacji norweskiej przedstawiać nie trzeba. Adam Cieślar na dłuższym dystansie zdobył brązowy medal, a Andrzej Gąsienica będący rok młodszy od większości swoich rywali dwukrotnie zajął świetne ósme miejsce.
Rok 2010, to świetny występ podczas Mistrzostw Świata Juniorów w Hinterzarten. Polacy będący dwa, trzy, a nawet cztery lata młodsi od faworytów tej imprezy, spisali się naprawdę bardzo dobrze. Paweł Słowiok był 6 i 12., a Adam Cieślar 7. i 13. Co więcej, warto podkreślić, że trasa w Hinterzarten była bardzo trudna i najlepsi biegali na poziomie 28 minut. Sprint w trzydziestce zdołał zakończyć także Andrzej Gąsienica, który zajął 26. miejsce. Drużyna zajęła piątą lokatę i była zdecydowanie najmłodsza w stawce. Pokonaliśmy wówczas dużo starszych Włochów czy Austriaków, a więc uznane marki w kombinacji. W konkursie zespołowym nieźle spisał się także młodziutki Stanisław Biela, który po poprzednim sezonie już ewakuował się do skoków narciarskich, bo nie widział swojej przyszłości w kombinacji. Jak widać dobrze wiedział co robi. Słowiok i Cieślar indywidualnie byli wówczas w stanie podjąć walkę z takimi zawodnikami jak: Marjan Jelenko, Johannes Rydzek, Fabian Riessle, Ole Christian Wendel, Yoshito Watabe, Manuel Faisst, Mario Seidl, Arimin Bauer, Gapser Berlot, Taylor Fletcher, Truls Johansen czy Kail Piho. Listę można by jeszcze wydłużać. Nasi zawodnicy byli po prostu w czołowej piątce na świecie w swoich rocznikach. Morał jest jednak taki, że zawodnicy, którzy byli nieco lepsi od Słowioka i Cieślara, punktują teraz regularnie w Pucharze Świata i często plasują się w dziesiątce, a zawodnicy wówczas gorsi, bez problemów punktują w Pucharze Kontynentalnym i bardzo często zdarza im się to też w Pucharze Świata. Czyżby to był jakiś masowy przypadek? Wszyscy inni mogą a Polacy nie?
Nie tylko juniorzy dawali nam jednak nadzieję na dobrą przyszłość polskiej kombinacji. Prawdziwą sensacją był Tomasz Pochwała, który przeszedł ze skoków narciarskich do dwuboju i zaskoczył wielu swoją formą biegową. Bez problemów zaczął punktować w Pucharze Kontynentalnym i od sezonu 2009/2010 dołączył do kadry. Regularnie zaczął plasował się w czwartej dziesiątce pucharowych zawodów i wreszcie w drugiej części sezonu w Schonach i Seefeld udało się zapunktować. Były to pierwsze punkty Polaka w Pucharze Świata od 16 lat! W sezonie 2010/2011 także udało mu się zapunktować, ale trudno było mówić o większym progresie. Sezon 2011/2012 był już bardzo zły i wszyscy dobrze wiemy, że skończyło się to wyrzuceniem z kadry. Z seniorów nie tylko Pochwała spisywał się dobrze, bo Marcin Mąka czy Andrzej Zarycki też potrafili w Pucharze Kontynentalnym notować niezłe wyniki, nieosiągalne obecnie dla kadrowiczów. Wydawało się, że mogą zbudować solidną drużynę do której będą stopniowo dołączać juniorzy.Polacy mieli jeszcze przebłyski przyzwoitej formy jak Paweł Słowiok na MŚJ w Otepaeae (2011) czy Adam Cieślar na MŚJ w Erzurum (2012), ale od sezonu 2010/2011 wszystko zmierzało w złym kierunku. Obecny sezon pokazuje tylko efekty długoletniej działalności odpowiednich osób. Tomasz Pochwała trenujący poza kadrą jest daleki od swojej optymalnej formy, ale próbuje walczyć w Pucharze Świata, bo dalej jest w ścisłej czołówce w kraju. Niestety wychodzi mu to z niezbyt dobrym skutkiem. Kadra zaś omija zawody najwyższej rangi szerokim łukiem i z trudem punktuje w Pucharze Kontynentalnym. Suma sumarum kadrowicze mają niewiele więcej punktów PK od pozakadrowiczów. Dopełnieniem obrazu polskiej kombinacji jest występ naszych zawodników na MŚJ. Zajęliśmy w drużynie trzecie miejsce od końca, a indywidualnie tylko Andrzej Gąsienica plasował się w górnej połówce wyników. Seniorzy z kadry w tym samym czasie startowali w konkursach Lotos Cup na maleńkiej skoczni Wisła Łabajów, której rozmiar to 70 metrów. Wszyscy dobrze znamy obecne wyniki i nie ma się co nad nimi dłużej rozwodzić. Wypada się zastanowić czy zawodnicy uprawiający sport olimpijski i trenujący za państwowe pieniądze powinni mieć takie, a nie inne priorytety. O tym, że dzieje się źle wiedzieli chyba wszyscy poza prezesem Apoloniuszem Tajnerem i trenerem Jakubem Michalczukiem. Pierwszy z nich przechodził samego siebie i mówił o "niespodziance w Soczi" i "wzorowo prowadzonej grupie bez większych błędów szkoleniowych". Faktycznie szykuje nam się spora niespodzianka, bo na ten moment żaden polski kombinator nie ma kwalifikacji na Igrzyska Olimpijskie, a tego nikt w najczarniejszych snach nie przypuszczał... Może jedynie Stanisławowi Bieli takie myśli chodziły po głowie, bo czym prędzej uciekł do skoków narciarskich i zapewne nie żałuje swojej decyzji, pomimo że był sporym talentem w kombinacji.
Reakcja na bardzo słaby sezon 2011/2012 jednak była, ale nie taka jakiej by się kibice spodziewali. PZN winnych tej sytuacji uczynił seniorów... Tomasz Pochwała, Andrzej Zaycki i Mateusz Wantulok wylecieli z kadry pod pretekstem odmładzania zespołu. Co więcej, Jakub Michalczuk, jakby gdyby nigdy nic, pozostał w sztabie szkoleniowym. Nieco zmieniła się jego funkcja, bo z głównego szkoleniowca został zdegradowany na asystenta odpowiedzialnego za skoki. Prezes Polskiego Związku Narciarskiego bardzo sprytnie zdecydował, że pomyje za słabe wyniki będzie zbierał nowy główny szkoleniowiec, czyli Jan Klimko. Trzeba przyznać, że bardzo sprytny plan, ale nie do końca wypalił, choć początkowo sam złapałem haczyk. To pokazuje tylko, że niektórzy nie znają takiego pojęcia jak honor czy zwykła ludzka uczciwość skutkująca szczerym przyznaniem się do błędu. Czasem najlepiej iść w zaparte. Czy tak trudno powiedzieć, że nie wyszło i w pokojowej atmosferze odejść z kadry? Czy prezesowi tak trudno przyznać, że kombinacja jest tylko kulą u nogi w Polskim Związki Narciarskim?
Czego więc możemy oczekiwać w przyszłości od polskich kombinatorów? Czy jest jakaś nadzieja na lepsze wyniki? Mówiąc szczerze, to niestety wydaje się, że nie. Pozostaje liczyć na jakiś cud. Aktualnie marnujemy światowej klasy pokolenie kombinatorów, które nieprędko może się powtórzyć. Jak po tym wszystkim zachęcić młodych chłopaków do uprawiania kombinacji? "Słuchaj kolego, idź do kombinacji, będziesz świetnym juniorem, a Puchar Świata pooglądasz z rodzicami i kolegami w telewizji. Mówię ci, będzie fajnie. Wyników nie zrobisz, ale może trochę pozwiedzasz jak nie będziesz się wychylał" - to na pewno mocny i przekonujący argument. W taki oto sposób zrekrutujemy rzeszę młodych adeptów kombinacji norweskiej i staniemy się światową potęgą!
Ostatnio ze zdumieniem przeczytałem entuzjastyczną informację na stronie PZN.pl z której dowiedziałem się, że Polski Związek Narciarski zachowa swój budżet i znajduje się w wąskim kręgu sportów strategicznych w naszym kraju. W jeszcze większym szoku byłem po przeczytaniu tego oto fragmentu: "Środki z budżetu państwa stanowią podstawę funkcjonowania Polskiego Związku Narciarskiego, dzięki nim (a także oczywiście dzięki licznym sponsorom) możemy w coraz szerszym zakresie szkolić kadry i przygotowywać naszych zawodników oraz zawodniczki do najważniejszych imprez sezonu. Mamy nadzieję, że wyniki naszych reprezentantów w najbliższych latach będą umacniać wysoką pozycję narciarstwa w polskim sporcie". To na pewno fantastyczna informacja. Kadra kombinacji będzie funkcjonowała nadal, mało kto będzie wiedział o jej istnieniu i będzie robić za swojego rodzaju przytułek. A przepraszam, będzie umacniać wysoką pozycję narciarstwa w polskim sporcie i przygotowywać naszych zawodników do najważniejszych imprez sezonu! Co prawda nie można większości sztabu odmówić zaangażowania, ale co to daje, jeśli praca większości jest błyskawicznie niweczona...Na koniec mała porcja statystyk. Patrząc na wyniki ankiety w lewym kombinacyjnym panelu, kibice są spokojni o przyszłość dwuboju w naszym kraju. Niemal 44% uważa, że będzie dobrze, bo tak mówią Jakub Michalczuk i Apoloniusz Tajner. I to pokazuje jak Polski Związek Narciarski ma wielkie wsparcie u kibiców! Bardzo ważne jest zaufanie. Tylko 40% malkontentów uważa, że szkolenie w kadrze nie istnieje, ale nie ma co sobie nimi zawracać głowy, bo przecież dobrze wiemy, że "jest to wzorowo prowadzona grupa". Druga statystyka dotyczy strony PZN.pl. Od początku tego sezonu (czyli od kwietnia) pojawiły się w dziale kombinacja norweska aż 22 newsy. Rok temu do końca stycznia ukazało się 57 newsów, a dwa lata temu również 57. Czyżby Polski Związek Narciarski zapomniał o istnieniu dwuboju zimowego? Dlaczego nie ma tak ochoczo wcześniej publikowanych wywiadów z Jakubem Michalczukiem? Czyżby było to komuś nie na rekę? A może najwygodniej udawać, że coś nie istnieje? Najłatwiej przemilczeć. Na zakończenie warto dodać, że nawet w sezonach 98/99 (61 pkt) czy 99/00 (97 pkt), kiedy była znacznie mniejsza punktacja, Polska zdobyła więcej oczek w drugiej lidze kombinacji niż teraz (46 pkt). Czy to oznacza, że koncertowo zmarnowaliśmy piętnaście lat? Wygląda na to, że tak, dlatego od dziś musimy nieco obniżyć nasze oczekiwania i po prostu uznawać punkty Pucharu Kontynentalnego za niezły wynik. Ciągłe dołowanie i krytykowanie zawodników nie przyniesie żadnych rezultatów, a wszyscy dobrze wiemy, kto za obecny stan polskiej kombinacji odpowiada. Najmniej odpowiedzialni za to są sami dwuboiści, którzy próbowali ratować sytuację, ale był to głos wołającego na pustyni.
Każdy z wątków można dużo bardziej rozwinąć, ale morał z tego wszystkiego płynie chyba dla każdego jasny. Czy w ogóle jest jeszcze ktoś komu zależy na losie polskiej kombinacji? A może po prostu nikt się kombinacją w naszym kraju nie interesuje? Czy nikomu nie leży na sercu uratowanie tego pięknego sportu w Polsce? Samo pisanie niestety w niczym nie pomoże. Osoby, które doprowadziły kombinację do takiego stanu, nie mają skrupułów i ten artykuł może co najwyżej wywołać szyderczy uśmiech na ich twarzy. Dlatego trzeba zainteresować tym problemem jak najszerszą grupę osób, media i liczyć, że taka presja w czymś pomoże.
PS. Mam nadzieję, że teraz wszyscy zrozumieli, że portal skipol.pl nie jest w żadnym stopniu związany czy też uzależniony od PZN-u i jest w pełni niezależny.
Konrad Rakowski
Udostępnij
Komentarze (24)
- PiW2013-01-31 21:52:01Nic dodać, nic ująć!
Panie Prezesie i Panie Asystencie proszę się wziąć w końcu do roboty! - Konrad Rakowski2013-01-31 23:00:29Ewentualnie zamiast brać się do roboty, można się podać do dymisji. Wyjścia są dwa.
- PiW2013-01-31 23:21:53I to chyba byłoby lepsze rozwiazanie:)
- Andrzej Grabowski2013-02-01 00:26:44[quote]Ewentualnie zamiast brać się do roboty, można się podać do dymisji. Wyjścia są dwa.[/quote]
Zdecydowanie lepszym jest wyjście numer dwa, zdecydowanie popieram kolegów :) - Johny2013-02-01 02:17:08Nareszcie, nareszcie, czekalem juz z poltorej roku na taki artykul, na artykul o uposledzo nym zarzadzie PZN, proponuje Panu tajnerowi i trenerowi dymisje, jedyne wyjscie...
- Konrad Rakowski2013-02-07 14:30:14Takie artykuły wielokrotnie pojawiały się na starej stronce dotyczącej kombinacji norweskiej, przed naszą fuzją ze skipolem. W marcu 2011 roku odważyłem się skrytykować działalność polskiego sztabu szkoleniowego, a Jakub Michalczuk w odpowiedzi założył swojego bloga: http://kombinacjanorweska.blox.pl/html i wyliczał jak to jest świetnie z kombinacją norweską. Szkoda, że w tym sezonie już nie prowadzi swoich zaawansowanych statystyk.
Co więcej. Na swoim blogu Jakub Michalczuk publicznie mnie obraził, ale niestety został przez kogoś błyskawicznie pouczony i to usunął. Do dziś żałuję, że nie zrobiłem print screena. W każdym razie była mowa, a zakompleksionych osobach, nie będących zawodowymi sportowcami (jakby sam miał nie wiadomo jakie wyniki) i chowającymi się w internecie. Dosyć długa wiązanka. - ola z przedszkola2013-02-01 09:42:58Aby podać się do dymisji trzeba miec honor. To chyba nie ten adres ...
Niestety w kombinacji trenerzy klubowi nie sa w stanie zapewniac "protezy" jak w skokach. Tu oprócz nauki skakania trzeba jeszcze skoordynowac to z treningiem siłowym pod biegi. Tajner zrobił prosty błąd. Michalczuka powinien był zrobić trenerem skoków w kadrze skokowej i miałby fure sukcesów, bo tam nic by robic nie musiał,tylko jechać na efektach Małyszomanii (czyli dziesiątkach świetnie wyszkolonych w klubach skoczków) i na na pracy innych (trenerów klubowych) - Konrad Rakowski2013-02-01 11:15:42Czy ja wiem - Adam Celej w skokach też nie miał łatwo;) Bycie trenerem nigdy nie jest taką pełną sielanką. Bycie gdzieś głębiej w sztabie, to już co innego.
- ola z przedszkola2013-02-01 11:30:35[quote]Czy ja wiem - Adam Celej w skokach też nie miał łatwo;) Bycie trenerem nigdy nie jest taką pełną sielanką. Bycie gdzieś głębiej w sztabie, to już co innego.[/quote]
No tak dwa medale drużynowe na MŚJ oraz srebro indywidualnie Maćka Kota, to "żaden sukces", 4 miejsce Rutkowskiego też. A Małyszomania to miała wtedy kilka lat mniej, bo chyba najstarsi 15-17 lat (wystarczy sprawdzić wiek medalistów druzynowych z tamtego okresu)? Przeciez efekt Małyszomanii dotyczy roczników 1990 i mlodszych, bo to dzieciaki które trafiały na treningi po roku 2000 gdy był booom na skoki i kasa z sukcesów Małysza - Konrad Rakowski2013-02-01 11:44:45I właśnie roczniki 90 i młodsze były na MŚJ w Otepaeae i Hinterzarten i nie było żadnego medalu i indywidualnego miejsca w 10. Zmiana wydawała się czymś normalny.
- oka z przedszkola2013-02-01 12:16:21[quote]Czy ja wiem - Adam Celej w skokach też nie miał łatwo;) Bycie trenerem nigdy nie jest taką pełną sielanką. Bycie gdzieś głębiej w sztabie, to już co innego.
No tak dwa medale drużynowe na MŚJ oraz srebro indywidualnie Maćka Kota, to "żaden sukces", 4 miejsce Rutkowskiego też. A Małyszomania to miała wtedy kilka lat mniej, bo chyba najstarsi 15-17 lat (wystarczy sprawdzić wiek medalistów druzynowych z tamtego okresu)? Przeciez efekt Małyszomanii dotyczy roczników 1990 i mlodszych, bo to dzieciaki które trafiały na treningi po roku 2000 gdy był booom na skoki i kasa z sukcesów Małysza[/quote]
No to sprawdć liste startujących (jesli chodzi o nazwiska).Tam nie Celej dobierał skład tylko mu powtykano swoich. Przeciez nawet Maciej Kot nie dostał powołania, bo zabrakło miejsc. Takl było w Otepaa i tak było w Hinterzarten. Przegrano te MŚJ na zyczenia działaczy, którzy sami ustalali składy na mistrzostwa. Jak jeździły składy wybierane przez Celeja (czyli najlepsi aktualnie w tamtych czasach juniorzy to wozili medale) - bardzo stary biegacz2013-02-02 19:47:59[quote]Aby podać się do dymisji trzeba miec honor. To chyba nie ten adres ...Niestety w kombinacji trenerzy klubowi nie sa w stanie zapewniac "protezy" jak w skokach. Tu oprócz nauki skakania trzeba jeszcze skoordynowac to z treningiem siłowym pod biegi. Tajner zrobił prosty błąd. Michalczuka powinien był zrobić trenerem skoków w kadrze skokowej i miałby fure sukcesów, bo tam nic by robic nie musiał,tylko jechać na efektach Małyszomanii (czyli dziesiątkach świetnie wyszkolonych w klubach skoczków) i na na pracy innych (trenerów klubowych)[/quote]
Ten artykol to i tak zapozno!!!Lezy Kombinacija i Biegi PZN i tak dostal juz pieniadze na nastepne 4 lata ,wiec i tak sie nie bedzie martwic-powini im przyznawac srodki co Roku wtedy moze by sie troche zastanowili...!Atak wogole widac co prezentuje Pan Klimko i Michalczuk......,,Wyrzocic ich powinni i to jak najszybciej ,bo jeszcze przezuca ich do biegow ,powiedza pozniej ze nie ma Talentow...................................................!?Trenerzy ,chce sie plakac. - Kapustnik2013-02-02 16:47:46Związku i jego zarządu ruszyć się nie da. Łatwiej zwolnić prezesa własnej, prywatnej firmy. Ja proponowałbym zatrudnienie zagranicznego trenera który ma doświadczenie w PŚ i dać mu wolną rękę tzn. żeby nie musiał usłużnie stosować się do urojonych pomysłów związku. Bo czym mogą się różnić nasi juniorzy od tych z zagranicy? Źle zaczyna się z nimi dziać jak wpadną pod opiekuńcze skrzydła PZNu.
- Konrad Rakowski2013-02-03 21:15:35Mogą być i polscy trenerzy, ale najważniejsze są zmiany. Już Michał Wiśniewski byłby lepszy, bo najgorsze co może być to stagnacja, która może utwierdzić kogoś w przekonaniu, że jak jest nie do ruszenia, to będzie leżał i sączył drinki z parasolką... Po co się starać?
- Szamot2013-02-04 11:41:50Wydaje się, że jedynym ratunkiem dla polskiej kombinacji norweskiej jest pojawienie się jakiegoś megatalentu (na miarę Justyny Kowlaczyk w biegach), który mimo wszelkim przeciwnościom i braku odpowiedniego przygotowania przebojem wedrze się do światowej czołówki. Wtedy pojawi się telewizja, Tajner, Kurzajewski... Tylko czy taki talent jest w stanie się pojawić...
- Konrad Rakowski2013-02-04 15:15:43Tylko jak przekonać ewentualny talent, żeby został przy kombinacji norweskiej? Szansa odniesienia sukcesu w skokach czy w biegach jest dużo większa, a w przypadku kombinacji jest to skazywanie się na porażkę. W każdej reprezentacji marnuje się talenty, ale u nas zmarnowaliśmy wszystkie i zmarnowaliśmy niemal doszczętnie. Tak wysoka skuteczność niszczenia jest wręcz niewiarygodna. Cieślar, Słowiok, Gąsienica, Biela to były (i jeszcze częściową są) na prawdę utalentowane jednostki i jeśli one nie poradziły sobie ze szkoleniem PZNu, to kto sobie poradzi? Nie wierzę, żeby przy obecnej sytuacji Dawid Jarząbek myślał o kombinacji.
- Konrad Rakowski2013-02-04 15:21:03Przeklejam jeszcze komentarz "Oli z przedszkola", który został dodany pod innym newsem, bo dotyczy on w dużej mierze tematu tego artykułu i przynajmniej ja w dużej mierze się z tą wypowiedzą zgadzam.
"Czy może mi ktoś logicznie wytłumaczyć po co wydajemy miliony na posiadanie kadry kombinacji norweskiej, która startuje tylko na zawodach krajowych? Jakim prawem marnuje się olbrzymie pieniądze podatników na rozbuchany sztab szkoleniowy, kosztowne zgrupowania zagraniczne itd., a potem uniemożliwia najzdolniejszym zawodnikom start w zawodach FIS? Po co oni trenują? Po to by kilku kiepskich trenerów miało miejsce pracy? A może zwolnic połowę sztabu, zrezygnować z połowy zgrupowań zagranicznych, a zaoszczęzone pieniądze przeznaczyć na starty nawet tego typu jak Soczi czy Kazachstan? Czy nasza kadra istnieje dla sztabu czy dla zawodników?
Skoro zawodnicy są na razie słabi, to na pewno nie przybędzie im ani doświadczenia ani "siły" od siedzenia w domu. Mają startować nawet jakby zajmowali wszystkie ostatnie miejsca. Jak się marnuje miliony na ich istnienie to chyba można zmarnować dalsze kilka tysięcy na ich starty, bo oszczędność kilku tysięcy gdy i tak się zmarnowało koszmarne pieniądze to żadna oszczędność. Wóz albo przewóz.
Czy po tym sezonie planuje się rozpuszczenie sztabu na 4 wiatry czy znów przez kilka miesięcy będziemy słyszeli jak to wszystko idzie ku lepszemu jak słuchamy od kilku lat?" - Palacz Zwlok niezalogowany2013-02-04 18:38:59Nie wiem, czy kombinatorzy protestują, czy nie, ale wyjście fińskie byłoby najlepsze [odłączenie się od federacji narciarskiej skoków i kombinacji]. Ale nikt o zdrowych zmysłach by tego nie zrobił, bo przecież skoczkowie mają sielskie życie za Tajnera. Słusznie kiedyś powiedziałChruścicki, że to nie PZN tylko PZSN.
- Konrad Rakowski2013-02-07 14:35:39Ja nigdy nie zgadzam się z osobami mówiącymi o Polskim Związku Skoków Narciarskich. Oczywiście jest tu trochę racji, ale to nie jest tak, że na kombinację w ogóle nie ma pieniędzy. Skoki dzięki Małyszowi są numerem jeden i logicznie myśląc powinny być numerem jeden, bo potencjał juniorski jest i trzeba okres Małyszomanii wykorzystać. A od Liberca 2009 ekipa Kruczka raczej zawodziła. Zobaczymy jak w tym roku. Te pieniądze jakie inwestowano w kombinację na przestrzeni 2009-2012 wystarczyło tylko mądrzej wydać. Nie trzeba było nie wiadomo jak zwiększać nakładów.
- kibic2013-02-04 20:52:19Nie tylko polska kombinacja umiera.
Umiera kombinacja jako dyscyplina.Glupie kwalifikacje nie wiadomo na co, odbieraja szanse walki tym slabszym, jedna zamiast dwoch serii skokow w kazdych konkursach, sporadyczna liczba konkursow Pucharu Swiata w sezonie, transmisja telewizyjna ogranicza sie glownie tylko do biegow i to retransmisji.Nawet na Eurosporcie mam wrazenie ze ta dyscyplina traktowana jest po macoszemu, jak nic innego nie leci to puszcza sie kombinacje.
To juz nie ta kombinacja co kiedys, 2 serie skokow bez zadnych kwalifikacji i pelna rywalizacja w biegu.Teraz to jest dziwactwo a nie kombinacja. - Konrad Rakowski2013-02-07 14:43:38Oczywiście masz rację, ale jednak największy kryzys został zażegnany. Tak krótkiego sezonu jak ten 2010/2011 już chyba nigdy nie będzie (14 konkursów). FIS nie chce powrócić do tradycyjnych formatów i z ich upartością już się pogodziłem, ale chociaż próbują coś urozmaicać robiąc coraz więcej konkursów w różnych miejscach (w tym sezonie miały być nie tylko Ałmaty i Soczi, ale też Erzurum) i dodając nowe, niekiedy wydumane, formaty (Penalty Race, sprint drużynowy, Gundersen 15 na zakończenie) Jeszcze mogliby tylko usunąć te absurdalne kwalifikację, skoro i tak transmisja często je omija...
Niestety FIS, PZN i Eurosport mają kombinację gdzieś, ale wydaje się jednak że na śmierć światowego dwuboju przyjdzie nam poczekać (o ile w ogóle coś takiego będzie miało miejsca), a na naszym podwórku wiele czekać nie trzeba. - Misza2013-02-06 23:56:10Mocny artykuł, ale dał mi do zrozumienia, że jednak ktoś widzi co się dzieje. To rzeczywiście śmieszne, ale wydaj się, że w tym roku KTOŚ próbował schować kombinację, jakby jej nie było, jakby znikła. Marnowanie talentów to bardzo bolesna sprawa, chyba najgorsza. Młodzież, która dzisiaj idzie w skoki widzi cel. Tym, którzy próbują kombinacji nie zazdroszczę. Sam nie pozwoliłbym dziecku uprawiać tej dyscypliny.
A biegi ?? Uważacie, że jest wiele lepiej ?? Jest jakiś wielki problem w treningu biegowym w Polsce - jeśli się przyjrzeć z bliska to "kombinatorzy" właśnie w biegach odpadają od czołówki. MŚJ - po skokach drużyna była 3 !! Z tego marazmu biegowego nieco tylko wybijają się biathlonistki - ale już biatloniści są kolejnym (dobitnym) potwierdzeniem. Polskim trenerom coś uciekło w treningu biegowym i nie potrafią się do tego przyznać. Znajomy Mądry trener, mający dobre wyniki z dziećmi powiedział mi, że nadaje się tylko do dzieci. A jego koledzy, będący na podobnym poziomie, trenują ... kadry. Popatrzmy na wyniki biegów u juniorów, na wyniki młodych biathlonistów (poziom MŚJ) - w przedziale wieku od młodzika do juniora trafiają się tylko pojedyncze dobre wyniki, nie ma wyników na średnim poziomie .. Ja nie widzę przyszłości w kolorowych barwach - Konrad Rakowski2013-02-07 14:51:49Bywały już mocniejsze, ale na skipolu już musi być pełen obiektywizm i po prostu fakty. Jeśli kadra narodowa w kombinacji norweskiej przez cały sezon nie wystartowała w Pucharze Świata (bardzo wątpię w występ w Lahti i Oslo), to ktoś nie próbował, a po prostu schował polski dwubój głęboko do kieszeni. Na stronie związku też jakaś sucha informacja raz na miesiąc i może wszyscy zapomną ile Apoloniusz Tajner naobiecywał.
"Sam nie pozwoliłbym dziecku uprawiać tej dyscypliny" - i to jest właśnie największy problem, bo po jednych talentach mogą przyjść kolejne, ale jeśli zniszczono tak dobrych juniorów, to żaden rodzic nie będzie pchał dziecka do kombinacji i dlatego może to być definitywny koniec na długie lata.
A jeśli chodzi o sytuację w biegach, to już temat na kolejny artykuł dla redakcji biegowej. Zapewne dłuższy niż ten, ale nie chciałem aż tak bardzo przynudzać, żeby czytelnicy dotrwali do końca;) - Konrad Rakowski2013-02-07 15:05:01Dobrze, że chociaż w tak trudniej sytuacji jest dosyć duże zainteresowanie kombinacją norweską na portalu kojarzonym jednak głównie z biegami narciarskimi. Tylko czy dyskusja i rosnące wyświetlenia przełożą się na jakiś wymierny efekt? Podobno nadzieja umiera ostatnia...


