Blog: Piotr Walkowiak1 stycznia 2013
Kontrowersyjny trzeci etap Tour de Ski

Za nami trzeci etap Tour de Ski, który odbywał się w rodzinnej miejscowości Dario Cologni. Val Mustair przywitało wszystkich świetną, selektywną trasą, rywalizacją godną poszanowania oraz prawdziwą noworoczną atmosferą.
Licznie przybyli sąsiedzi Dario Cologni uczestniczyli w przełomowym przystanku morderczego, a zarazem prestiżowego cyklu Tour de Ski. Piastujący od tego sezonu funkcję dyrektora Pucharu Świata w biegach narciarskich, Pierre Mignerey wraz z byłym, fenomenalnym norweskim biegaczem Torem Arne Hetlandem, który obecnie szkoli szwajcarskich sprinterów, wykonali kawał dobrej roboty, jeśli chodzi o plan trasy dzisiejszych zmagań. Nie ukrywam, że chciałbym widzieć pozostałe sprinterskie zawody na tak wymagających pętlach, na których nie jeden dziś się przeliczył.
Rywalizacja w biegu pań nabierała tempa praktycznie od startu serii kwalifikacyjnej. Śledząc bacznie wyniki zawodniczek zdziwiła mnie absencja takich narciarek klasycznych jak: Kristy Lahteenmaki czy Kerttu Niskanen. Anna Haag także nie awansowała, ale Szwedka jest zupełnie bez formy. Nadal wahania dyspozycji miewa Aino-Kaisa Saarinen, która w biegu pościgowym w Oberhofie odrobiła dość sporo, lecz w dzisiejszej akcji nie wypadła zgodnie ze swoimi oczekiwaniami. Jestem ciekaw, czy Finka pozostanie w Tour de Ski. Pamiętajmy, że mieszkanka Hollola podejmuje decyzje ze startu na start. Przechodząc stricte do starć w konkretnych szczeblach sprintu, trzeba przyznać, że bardzo dobrą pracę wykonała Justyna Kowalczyk, która mimo, że nie awansowała do finału i w efekcie zajęła 7. miejsce, zwiększyła swoją przewagę nad Therese Johaug w klasyfikacji Tour de Ski. Piękna Tereska dziś walczyła z całych sił, zawzięcie w swoim ćwierćfinale nie dawała się zepchnąć w tył. Awans do półfinału się powiódł, lecz droga do finału nie była usłana różami. Końcowe miejsce Mistrzyni Świata w biegu na 30 kilometrów techniką dowolną ze startu wspólnego z Oslo z 2011 roku zajęła dziś 10. miejsce. Pozwolę sobie przytoczyć ciekawostkę, że dziś Johaug zaprezentowała swoje słynne niebieskie rękawiczki, które do końca jej szczęścia nie przyniosły. Wskutek przepychanek odpadła urodziwa Anne Kyllonen, która nie awansowała do półfinałów, jednak liczę, że Finka sporo nadrobi w biegu dystansowym.
Nie omieszkam przejść obojętnie obok półfinałowego zamieszania, w którym uczestniczyły dwie Norweżki. Jedna z moich ulubienic Ingvild Flugstad Oestberg, która ustąpiła drugiego, premiowanego miejsca dla swojej koleżanki Kristin Stoermer Steiry. Multimedalistka Mistrzostw Świata Juniorów obracając głowę w poszukiwaniu starszej biegaczki prawie zahamowała przed przekroczeniem linii mety. Steira nie kryła radości dziękując młodziutkiej Ingvild, której wyraz twarzy mówił jednoznacznie, że nie była z tego faktu zadowolona. Na szczęście, mieszkanka Gjoevik uzupełniła stawkę finału jako szczęśliwa przegrana. Mogę się domyślić, że sprytny plan norweskiego trenera się powiódł. "Pamiętaj, pracuj na rzecz koleżanek, które znajdują się wyżej od Ciebie w rankingu TdS" - kto wie, czy takie słowa nie padły z ust szkoleniowca. Finał obfitował w scenariusz, którego główną aktorką była Kikkan Randall. Drugie miejsce wywalczyła wspomniana przed momentem Oestberg, która tym razem nie przepuściła rodaczki, w tym przypadku Heidi Weng. Wschodząca gwiazda norweskich biegów Weng znów pokazała się z bardzo dobrej strony. Mocna praca na podbiegu, dobra taktyka przyniosła oczekiwany efekt. Zastanawiam się skąd ta dziewczyna bierze siły? Norwescy konserwatyści, którzy są oburzeni faktem zawiązania paktu i publicznego popijania Red Bulla przez Heidi zapewne znów będą filozofować na marne. Niemców tym razem nie zawiodła Hanna Kolb, która przejęła pałeczkę od Denise Herrmann. Warto wspomnieć, że 6. dziś Charlotte Kalla odrobiła stratę do głównych rywalek w cyklu TdS, a na trzecie miejsce awansowała Kristin Stoermer Steira, która zakończyła rywalizację w Szwajcarii na 5. miejscu.
Kobiety miały pierwszeństwo, więc teraz przyszedł czas na mężczyzn. Kwalifikacje odbyły się bez większych niespodzianek. W rywalizacji warto zaznaczyć parę istotnych kwestii, w tym szalony występ Brytyjczyka, Andrew Musgrave'a, który dzisiejszego dnia zanotował swój życiowy sukces w zawodach wliczanych do Pucharu Świata. Brawo! Z typowych sprinterów zaprezentował się waleczny Emil Joensson, który dziś dokonał czynu często niemożliwego dla wielu biegaczy. Szwed po zakończeniu pierwszej pętli zaliczył upadek. Nie zważając na nic, zerwał się do walki, podążył śladami przeciwników i w swój półfinał zakończył na 2. pozycji, a co za tym idzie zaprezentował się w finale, który już nie był tak łaskawy. Lider klasyfikacji sprinterskiej nieco pogubił się ze swoim kolegą Calle Halfvarssonem, do tego na pewno dochodziło zmęczenie... Jeśli już o Szwedach mowa, to w półfinale świetnie taktycznie rozegrali swój bieg, umiejętnie blokując Pettera Northuga. Z jednej strony wariat, z drugiej najbardziej utalentowany biegacz świata, dziś musiał zadowolić się 8. pozycją. Mina trenera, którą pokazał realizator była bezcenna! W finale Dario Cologne niosły do boju szwajcarskie dzwony, flagi oraz głośny doping. Niestety, głównemu kandydatowi do triumfu w Tour de Ski przydarzyło się drobne potknięcie, w efekcie zajął 4. miejsce. Niespodzianką okazało się podium. Finn Haagen Krogh odniósł swoje pierwsze zwycięstwo, drugi finiszował Federico Pellegrino, a trzeci stopień uzupełnił Len Valjas. Warto wspomnieć także o punktujących Maximie Vylegzhaninu oraz Alexandrze Legkovie, którzy walczą o czołowe pozycje w TdS.W klasyfikacji TdS po trzecim etapie nadal na czele Maxim, tuż za nim Dario, a pewnie dokooptuje do nich Northug. W pościg udadzą się Harvey oraz Legkov. Wspólnie mogą zdziałać wiele. Zabawa przenosi się na trasę z Cortiny do Toblach. Długi, malowniczy odcinek kojarzący się Petterowi z niezbyt udanym występem z zeszłego roku, powinien jeszcze bardziej rozkręcić towarzystwo, a zarazem rywalizację.
Piotr Walkowiak
Udostępnij
Komentarze (1)
- Szamot2013-01-04 09:02:08"Z typowych sprinterów zaprezentował się waleczny Emil Joensson, który dziś dokonał czynu często niemożliwego dla wielu biegaczy. Szwed po zakończeniu pierwszej pętli zaliczył upadek. Nie zważając na nic, zerwał się do walki, podążył śladami przeciwników i w swój półfinał zakończył na 2. pozycji,..." - wydaje mi się, że Joensson zaliczył upadek w ćwierćfinale.


